Obudziła się. Jej oczy otworzyły się powolutku, szybko przystosowując się do panującego w dużym pomieszczeniu półmroku.
Usiadła gwałtownie, zdając sobie sprawę, że nie jest u siebie. Przecież powinna zaraz po treningu iść do siebie, bo będzie niewyspana i nie pozwolą jej wyruszyć na misję... Nie, zaraz... Przecież po treningu... Ona...
Złapała się za głowę, usiłując przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia.
Tak, pamiętała rozmowę... Sasori jej opowiadał o.. Sasori? Sasori to jakiś przestępca...
Ona jest w Konoha jutro nie dzisiaj ma misję a Kaika pokazywała jej sposoby opatrywania ciężkich ran aby ranny mógł być...
Dali jej narkotyk, jest uzależniona...
Itachi Uchiha zabił...
Jęknęła, na wpół z powodu wywołanego wspomnienia, a na wpół z rosnącego bólu głowy.
Czemu jest tu tak ciemno? No tak, przecież jest w jaskini...
Hidan durny kretyn złości ją... Uderzyć, zabić...
Zacisnęła powieki, kiedy wszystko gwałtownie znalazło swoje miejsce w jej głowie. Powoli opuściła drżące dłonie na nagie kolana i ponownie otworzyła oczy czując, że ból głowy już przechodzi.
- Jestem w Akatsuki... - Szepnęła niewyraźnie, bojąc sie obcego brzmienia jej głosu.
Opuściła wzrok, by spojrzeć na swoje nogi.
KREW! Wszędzie krew!
Hoshigaki ją skrzywdził, zaraz przyjdzie ponownie! Ból!
Wrzasnęła, kuląc się.
Tylko nie to! Nie, błagam...
Uspokoiła się po chwili. Wyprostowała się i popatrzyła ponownie na swoje blade nogi, na których nie było śladu krwi.
Odetchnęła głęboko. Jak chciała się teraz do kogoś przytulić! Czemu nie ma tu Kaiki, która zawsze umiała znaleźć na wszystko radę?!
- Kaika, Kaika... - Pochyliła się lekko do przodu i odchyliła z powrotem do tyłu. - Kaika, Kaika... Daurichi! Tasukete! - Krzyknęła nagle.
Tak, przecież ma tylko dziesięć lat, ma przyjaciół, pomogą jej... Sensei się zaśmieje i pogłaszcze ją po głowie, gdy udzieli wyczerpującej odpowiedzi... A kiedy coś się nie uda, zawoła i jej pomogą...
(nie przecież oni nie żyją uchiha itachi hoshigaki kisame ich zabili i nigdy nie wrócą jest sama sama sama)
Załkała, czując rozpacz. Nie przerywając kiwania się w traumie, podwinęła kolana pod brodę.
Śmierć, otaczała ją bezlitosna śmierć kierująca swoje ostrze jedynie w stronę jej najbliższych... Ona tez umrze, spłonie wrzeszcząc z bólu...
Pokłócili się, pokłócili o nic... A on ją i tak osłonił...
- Nie chcę! Czemu?! - Wrzasnęła nagle.
Uciszyła się. Oddychając spazmatycznie, przewróciła się na bok, patrząc pustym wzrokiem na bezpłciową ścianę.
Owinęła się w ręcznik. By dotrzeć do ogrodu położonego w jakiś dziwny sposób między skałami pełnymi niekończących się kamiennych korytarzy nie potrzebowała się ubierać.
Była w siedzibie sama. Sasori z Deidarą wyruszyli pięć dni temu, dwa dni później to samo uczynili Hidan z Kakuzu, Itachi z Kisame przedwczoraj. Nawet tajemniczy Lider wraz ze swoim wiernym aniołem musieli pójść dzisiaj do wioski, by unieszkodliwić jakiś uciążliwych rebeliantów, a Zetsu miał im pomóc. Tak jej powiedziała jedna ze służących, która zajmowała się przenoszeniem dokumentów. Później Amiki przyszła do tego pokoju i przyjęła zastrzyk przy asyście Konan, która upewniała się, czy dziewczyna nie próbuje ich przechytrzyć.
Amiki postanowiła pozostawać z dyskretną służbą, wychodzącą z ukrycia głównie w takich właśnie momentach, w jak najlepszych stosunkach. Ostatnimi czasy miała okazję poznać kilka osób, które trafiły tutaj w podobny sposób jak ona, jednak nie miały żadnych umiejętności, nawet z porównaniu z białowłosą. Służba zmieniała się często, nieraz któryś z nerwowych członków surowej organizacji wyładowywał swój gniew na nieszczęsnych posługiwaczach.
Z dwojga złego to już lepiej być na moim miejscu, pomyślała owijając się brunatno czerwonym ręcznikiem. Przynajmniej dłużej pożyję.
Wyjrzała na korytarz, natychmiast napotykając wystraszony wzrok którejś z nowych służących. Obok dziewczynki stała starsza kobieta, wyjaśniająca jej cicho panujące tutaj zasady. Zauważając Amiki, uśmiechnęła się uprzejmie i wyjaśniła białowłosej, że kilkulatka została dzisiaj dostarczona i wdraża ją do obowiązków, po czym oddaliła się wraz ze swoją uczennicą, tłumacząc jej teraz, kogo właśnie spotkały i czym status szesnastolatki omotanej ręcznikiem różni się od statusu służby, a jednocześnie czym od statusu pozostałych członków.
Kohaku uśmiechnęła się lekko i wyszła z pokoju, przebiegając kilka metrów dzielących ją od wyjścia na zewnątrz.
Kiedy uchyliła ciężkie drzwi, uderzył ją zapach zgnilizny. Na jej oczach bujna roślinność gwałtownie zbutwiała i pokryła się białym nalotem, ujawniając gnijące szczątki jej rodziców, przyjaciół i wielu mieszkańców wioski.
Zatrzasnęła wrota i oparła się o nie plecami, przyciskając zwinięte w pięści dłonie do zaciśniętych powiek.
-Nie, nie, nie... - szeptała cicho. - Nie ponownie!
Czuła, że wszystko wokół niej się kręci, wiruje... Ogarnął ją nagły strach. Czuła, że coś zmierza do niej pogrążonym w mroku korytarzem. Czuła podmuch gasnących pochodni. Czuła rządzę krwi...
Zerwała się i otworzyła ponownie drzwi, nie chcąc spłonąć w ognistym piekle, które nagle rozpętało się na korytarzu. Wolała już skryć się pośród trupów, niż...
Powitała ją gęsta roślinność rosnąca wokół. Na lekko odsłoniętych plecach poczuła chłodny powiew stęchłego powietrza z korytarza.
Odwróciła się powoli.
Pochodnie paliły się równym, jasnym płomieniem, a kamienny korytarz był całkiem pusty.
- Złudzenie... - wyszeptała. Zaśmiała się nagle i powtórzyła:
- Złudzenie! Cholerne złudzenie!
Ruszyła pewnym krokiem w stronę jeziora. Podążając cieniutką ścieżyną, pokonała kilka zakrętów, zatrzymując się przy jednym z gęstych krzaków obrastających stawek. Zamarła, widząc szerokie ramiona i długie blond włosy zażywającego kąpieli Deidary.
Pamiętała ten szyderczy uśmieszek z treningów, kiedy nie miała możliwości odbić żadnego uderzenia... Ból i upokorzenie...
Spojrzała pod nogi i oniemiała. Metr od niej, a niecałe pół metra od wody, leżało pomięte ubranie chłopaka.
Może i to mało wyrafinowana zemsta, ale zmuszenie przestępcy najwyższej klasy do biegania nago po siedzibie organizacji było dostatecznym upokorzeniem chłopaka, by Amiki odczuła pewną ulgę.
Tylko jeden krok... i tak, miała pod nogami ciemne ubranie. Zerknęła w stronę stawku - Kisame nie drgnął ani o milimetr, widać kontemplując nad czymś w tym swoim ptasim móżdżku. Schyliła się i pochwyciła w dłoń leżące bezwładnie szmaty. Wyprostowała się i, rzucając ostatnie spojrzenie na siedzącego nieruchomo w stawku Hidana, odwróciła się... napotykając wzrok szarowłosego.
- Mała, ładnie to tak facetów w kąpieli podglądać? - rzucił, łapiąc za kraniec jej ręcznika i pociągając tal mocno, że, straciwszy równowagę, obróciła się wokół własnej osi i wylądowała w zimnej wodzie stawu.
Popatrzyła na niego z przerażeniem, a szarowłosy chłopak uśmiechnął się do niej kpiąco.
- Hidan-san, ja nie chciałam, przepr... - zaczęła się chaotycznie tłumaczyć,, kiedy gwałtownie zdała sobie sprawę, że on jest całkiem nagi. Zarumieniła się i kontynuowała, patrząc się w murawę pod jego stopami. - ...naprawdę nie, proszę mnie nie karać, ja...
Zesztywniała, kiedy ruszył powoli w jej kierunku. Cofnęła się, jednak napotkała plecami jeden z głazów zdobiących jezioro.
Podszedł do nie, opierając wygodnie dłonie po obu stronach jej ramion.
- Co mówisz? - szepnął , chuchając jej w twarz oddechem niosącym ze sobą silną woń taniego alkoholu, i wtedy zauważyła, że jego skóra jest obwisła, a włosy nie całkiem siwe.
- Proszę się ode mnie odsunąć! - krzyknęła, odpychając od siebie starego zgreda, którego mieli eskortować przez las.
- Amiki, dlaczego? - usłyszała znajomy, tak bliski jej głos. Podniosła wzrok, napotykając ciemnoniebieskie oczy Daurichiego.
- Onii-san... Ty... - wyszeptała i wyciągnęła ręce, by go objąć.
Wrzasnęła, kiedy jego twarz zaczęła się gwałtownie deformować i opływać krwawą posoką.
- Amiki... Dlaczego? - wychrypiał, uderzając ją na odlew w twarz. - Dlaczego dałaś mi umrzeć?!
- Nie! - załkała. - Nie! Ja nie chciałam! Nie chciałam, byś... byś...
- Więc czemu dałaś mi zginąć? Dlaczego oczekiwałaś, że cię osłonię?
Wrzasnęła, łapiąc się za głowę.
- Ale ty nie żyjesz! Nie ma cię tu! To kolejne złudzenie, złudzenie!
- Ależ nie, kochana Amiki.... Nienawistna siostrzyczko... - Nachylił się do niej, szepcząc jej do ucha ciepłym głosem. - Jestem tutaj... Jestem tutaj przez CIEBIE! - wrzasnął nagle, odsuwając się i ponownie ją uderzając, tym razem w brzuch.
Z jej ust popłynęła szeroka strużka krwi.
- Oj, przesadziłem... Nie, Amiki, kurde! Obudź się! Słyszysz mn... - Jego dziwnie zmieniony głos zniknął, kiedy białowłosa osunęła się w szumiącą otchłań przejrzystej wody. Pociemniało jej w oczach. Wzięła głęboki wdech, napełniając płuca straszliwie piekącą wodą i zdało się jej, że oddycha ogniem.
Ale tym razem to nie złudzenie, prawda? Tym razem to koniec, błagam... Proszę...
Jednak w ogarniającej ją czerwonawej z lekka ciemności pojawiła się czyjaś twarz... Duże, bezpieczne dłonie chwyciły szesnastolatkę w wątłym pasie i pociągnęły ku światłu. Jej głowa wynurzyła się z włosy i dziewczyna dostrzegła czerwony kosmyk.
- Kaika... - wychrypiała. - Kaika... Nie pomagaj mi...
***
Brak stałego netu.
Ale jak człowiek chce, to napisze i zamieści nawet.
A notka nie ma być logiczna.
Słowniczka mogę nie dodać w najbliższym czasie, więc...
"tasukete" znaczy "ratunku". Między innymi.
Dzięki Yumece za wytknięcie błędu ^^.