Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Narkotyk (2-7 maja)

Narkotyk (2-7 maja)

Amiki cicho jęknęła przewracając się na drugi bok. Od dłuższego czasu czuła uporczywe swędzenie na całym ciele. Niemal niedosłyszalnie stęknęła, kiedy na jej chude łydki zwalił się nagle spory ciężar. - Księżniczka się budzi, hm? - mruknął półgłosem Deidara, który właśnie rozsiadł się wygodnie na skrzypiącym łóżku. - Sasori no dannaa! - zawołał. - Czego? - rozległ się niski, nieprzyjemni chropowaty głos lalkarza. - Daj jej zastrzyk, już czas! - Ona się obudziła, hm. - stwierdził w odpowiedzi blondyn, nie patrząc na swojego partnera, który właśnie wszedł do pogrążonego w półmroku niewielkiego pomieszczenia, lecz na dziewczynę, która nieudolnie próbowała uwolnić się spod jego ciężaru. - De-aara-aan, pooche ze mnee zeeść... - w międzyczasie wybełkotała niewyraźnie białowłosa, nie mając pojęcia, czemu jej język nie chce się ruszać. - To nie ma znaczenia, musi dostać jeszcze ze dwie porcje. - Sasori rzucił w stronę łóżka sporawą strzykawkę, którą chłopak złapał z łatwością. Nachylił się lekko nad patrzącą na niego z niewielkim przestrachem Amiki i zamachał niemałym pojemniczkiem z nieokreśloną płynną zawartością o ciemnobrunatnej barwie, a następnie przebił gumową uszczelkę i podniósł tłoczek, napełniając strzykawkę. - Gdzie by ci to wbić... - zastanowił się ze zdecydowanym, złośliwym uśmieszkiem, odgarniając białe włosy z jasnej szyi dziewczyny i przykładając delikatnie do pulsującej tętnicy zimną stal igły. Białowłosa przełknęła powoli ślinę, a jej zielone oczy otworzyły się nieco szerzej. - Deaara-aan... - jęknęła błagalnie. - Deidara, przestań się wydurniać i daj jej ten zastrzyk! Marnujesz tylko czas. - burknął wyraźnie zirytowany lalkarz. - Oj, danna, całą zabawę psujesz... - mruknął zrezygnowany blondyn. Jednym zdecydowanym ruchem zsunął z wąskiego przedramienia wystraszonego dziewczęcia biały materiał kaftana i gwałtownie wbił w żyłę strzykawkę, naciskając silnie tłoczek. Amiki odruchowo szarpnęła ręką chcąc się wyrwać, jednak nic to nie dało - chłopak silnie trzymał jej niewielka dłoń. Poczuła, jak wzdłuż ramienia rozchodzi się gorąca fala piekącego bólu. Zacisnęła powieki, czując chłodny dotyk łez na policzkach. - Nie zachowuj się jak jakaś rozhisteryzowana baba, tylko powiedz, o co ci chodzi. - wyburczał oderwany od swoich zajęć Kakuzu, bacznie obserwując rzucającego się po ciemnym pomieszczeniu wściekłego Hidana. - Nie zachowuję, kurrna! - odwarknął agresywnie szarowłosy, gniewnie kopiąc brudną ścianę - Jak ona, kurrna, śmiała! - Właśnie widzę... - westchnął zamaskowany, zgarniając dotychczas leżące przed nim drobniaki do jednej z głębokich kieszeni czarnego płaszcza. - Uderzyła mnie, mała kurwa! Obraziła boga! Ona... - Usiadł gwałtownie na zakurzonym łóżku i oparł czoło o złożone w pięści pokrwawione z lekka dłonie - ...zajebię, kurrna! Jak psa! Złożę w ofierze... - Jego oczy zaszły na moment mgłą, gdy wyobrażał sobie dantejskie sceny ukochanego rytuału. - Zajebię, kurrna! - Uspokój się. Hidan posłusznie wziął kilka głębszych wdechów, po czym przeniósł wzrok z ubłoconej kamiennej podłogi na swojego towarzysza, który poszukiwał właśnie czegoś w swojej walizce. - Ona się wzięła, kurrna, przemieniła! Wzięły się jej, kurrna, mięśnie urosły! Ja pierdolę! Jak mnie walnęła, to myślałem, że się, kurwa, przekręcę! - Zamachał wściekle rękami. - Ach, rozumiem... - pokiwał głową ze zrozumieniem zrezygnowany Kakuzu, widząc już, że Hidan potrzebuje chwili wyciszenia, by się uspokoić. - Nic dziwnego... Ale żeby cię uderzyła? Chyba to ty potrzebujesz treningów, skoro takie zero, nieznająca techniki dziewuszka cię bije. - Kakuzu, ty oślizła, dwulicowa, kurna, gnido! Stoisz po jej stronie?! Skarbnik pokręcił jedynie głową ze znużeniem, po czym z którejś kieszeni wyciągnął plik papierów i zaczął je przeglądać. - Mam ciebie dosyć, baaka! Idę do Sachi - warknął już mniej rozzłoszczony Hidan, po czym wstał i wyszedł z pomieszczenia, trzaskając donośnie drzwiami. Amiki jęknęła, czując, że piekący ból nareszcie powoli ustępuje. Rozchyliła powoli powieki i popatrzyła uważnie na siedzącego -już nie na niej, a obok- blondyna. - Co wy mi podajecie? - mruknęła cicho. - Jakiś tam lek, hm. - odparł pogrążony w lekturze Deidara. - Lek? Po co? - Ja tam nie wiem, zapytaj danny, hm... Dziewczyna wytężyła wzrok i odczytała tytuł ciemnozielonej książki, która trzymał zaczytany chłopak. - "Rodzaje gleby i uprawa"... Po co ci to? - Nie twój interes, hm. Czarnowłosa dziewczyna właśnie zadawała serię silnych kopniaków nieszczęsnemu workowi treningowemu, kiedy otworzyły się wielkie drzwi sali ćwiczebnej. - Komatsu, masz gościa! - zawołał wąsaty mężczyzna w średnim wieku. Zdecydowanie wyglądał na niepozornego właściciela domu publicznego. I oczywiście był nim. - Już, już - wydyszała w odpowiedzi i szybko zaczęła odwiązywać z dłoni ubrudzone bandaże pełniące rolę ochraniaczy. Wybiegła z sali, niemal wpadając na oczekującego ją szarowłosego. - Cześć, mała. - Uśmiechnął się Hidan, kładąc na głowie Sachi swoją wielką dłoń i mierzwiąc dziewczęciu błyszczące włosy. - Dawnośmy się nie widzieli, no nie? - Tak, Hidan-san. - Odwzajemniła pogodnie uśmiech. - Nawet zbyt długo... Pociągnęła go za sobą ruszając szybkim krokiem w stronę krętych schodów. - Ależ Sasori-sama, to niepotrzebne, naprawdę! Czuję się świetnie! - zapewniała gwałtownie białowłosa, kiedy blondyn nieśpiesznie napełniał strzykawkę ciemną substancją. Lalkarz w odpowiedzi potrząsł jedynie głową. - Sasori-sama, po co mi to? Mówię przecież, że wszystko w porządku! - trajkotała nerwowo, kiedy Deidara dotknął zimną, morką igłą jej chudego przedramienia. - Marudzisz. Jak mówimy, że potrzebne, to potrzebne, hm - zapewnił ją blondyn i nakłuł jej drżącą rękę. Dziewczyna jęknęła, ponownie czując znajome fale bólu. - Ale to już ostatni raz, tak? - zapytała cicho. - Tak, raczej, hm. Sachi uśmiechnęła się do szarowłosego i powoli rozwiązywała białą wstążkę trzymającą jej włosy w ciasnym koku z tyłu głowy. Pozwoliła, by lśniące fale czarnych loków lekko opadły na jej plecy. Zdjęła powoli grubą bluzę, zostając w obcisłym staniku i podeszła do łóżka, by położyć się obok Hidana. Wiedziała, jak uwielbia jej szaroniebieskie oczy i pełną, okrągłą twarz. Odwzajemnił uśmiech i przejechał dłonią po zaróżowionym policzku dziewczyny. - Masz dla mnie coś ciekawego, mała? W odpowiedzi pokazała mu język i położyła ręce na czarnym płaszczu znamionującym przynależność do Brzasku, lekko ciągnąc materiał w dwie strony i rozpinając go. Uniósł się lekko, przybliżając swoje usta do jej warg. - Nie chcesz mówić? Niegrzeczna dziewczynka... - wyszeptał cicho, po czym pocałował ją. Poczuła na twarzy ciepłe promienie słońca. Otworzyła oczy i zmrużyła powieki, kiedy poraziło ją jasne światło. Usiadła na łóżku zasłaniając oczy dłońmi. Rozejrzała się po pokoju i zamarła na moment, widząc rozpartego wygodnie na fotelu Deidarę, który najwyraźniej pogrążony był w objęciach Morfeusza. Obserwowała go bacznie przez kilka sekund, po czym - pewna, że ten twardo śpi - przesunęła powoli nogi i zsunęła stopy na powłokę. Szło jej to niezwykle opornie, nie do końca panowała nad swoimi ruchami. Wysunęła się do przodu, przekładając ciężar ciała na nogi. Czuła opuszkami palców zimne, chropowate kafelki kamiennej posadzki. Odsunęła od siebie kołdrę i poczuła, że jej ciało pokrywa się gęsią skórką. Jaka zimnica! Spróbowała ostrożnie wstać, jednak jej nogi nie utrzymały ciężaru. Upadła ciężko, uderzając się boleśnie w łokieć. - Auć! - nie powstrzymała syknięcia, rzucając okiem w stronę Deidary, który na szczęście nawet się nie poruszył, oddychając spokojnie i miarowo. Jakoś nie miała ochoty pokazywać się komukolwiek w takim stanie. Nie zauważyła, że kiedy tylko odwróciła głowę, powieki blondyna uniosły się, a chłopak - choć bez najmniejszej zmiany swojej pozycji - obserwował jej wyczyny z kpiącym uśmieszkiem. Uniosła się na rękach, tym razem podpierając się na łóżku. Nie upadła od razu, to już był pewien sukces. Zauważyła wiszące na ścianie lustro. Nie wisiało naprzeciwko niej, lecz parę metrów na lewo. Puściła metalową ramę łóżka i stanęła chwiejnie. Co oni mi do cholery aplikowali, kiedy byłam nieprzytomna?!, zastanawiała się ze złością. Niesłychanie powoli, przesuwając jedną nogę za drugą w tempie iście ślimaczym, sunęła w stronię zwierciadła. Kiedy wreszcie stanęła przed nim, zauważyła z konsternacją, że nie było to lustro, a jedynie jakieś okno pokazujące sąsiednie pomieszczenie. Dokładnie naprzeciwko niej stała kobieta, która była również ubrana w szpitalny kaftan. Widać nie Amiki jedynej aplikowano jakieś dziwne substancje. Nieznajoma chyba tez nie czuła się najlepiej, bo jej nogi - chociaż silnie umięśnione - drżały gwałtownie. W ogóle to ta kobieta była cała umięśniona. Miała dobrze zbudowane ramiona, szerokie biodra i duży biust. A także pazury u dłoni i przywodzące na myśl kocie wąsy kreski na policzkach. Uważnie obserwowała Amiki włosami o żółtych tęczówkach. Całości dopełniały pomarańczowo-czarne włosy, jakby w kolorze tygrysiego futra. A za jej plecami stał wyszczerzony Deidara. Amiki odskoczyła gwałtownie do tyłu, ze zdziwieniem zauważając, że nieznajoma robi to samo. Potknęła się, lecz zamiast bólu wywołanego uderzeniem o zimną i twardą posadzkę, poczuła ciepłe dłonie łapiące ją za ramiona. Kobietę złapał Deidara. Amiki odwróciła gwałtownie głowę, napotykając roześmiane spojrzenie blondyna. - Główka boli? Jak chcesz ode mnie odskoczyć, to w drugą stronę raczej, hm. - A-ale... - dziewczyna zgłupiała. Odwróciła głowę z powrotem w stronę szyby, dopiero teraz zauważając, że Deidara ma tam grzywkę zasłaniającą prawe zamiast lewego oko. - Że to niby ja?! - wrzasnęła, wskazując palcem na kobietę w lustrze. - Dopiero zauważyłaś? Ale ty głupia jesteś, yhm - podsumował ją Deidara, pomagając wstać otumanionej dziewczynie. Podeszła do lustra i zaczęła badać dłońmi swoją twarz, włosy, ciało. - Co wyście mi zrobili? - jęknęła. - My nic. - Wyszczerzył się. - Sama się tak urządziłaś, uhm. - Co to jest? - Tygrysie coś tam. - Wzruszył ramionami. - Powinnaś jeszcze odpocząć, bo zaraz zemdlejesz i problem będę miał, hm - dodał, patrząc na nią wymownie. Kiwnęła głową i pozwoliła się zaprowadzić do łóżka. - Ale dlaczego tak wyglądam? - Popatrzyła błagalnie na wracającego na fotel blondyna. - Bo z twojej matki to niezłe ziółko musiało być, hm. - Wyszczerzył się wrednie. Zbladła. - Słucham? - To oni jej szukają? - Szczerze zdziwił się Hidan, słysząc rewelacje. - Nadal nie wiedzą, kto stoi za jej zniknięciem? - Widać nie... - odparła Sachi, zakładając za ucho niesforny kosmyk. Pochylała się nago nad szarowłosym, relacjonując zasłyszane ostatnio wieści. łokcie opierała wygodnie na jego obojczykach. - Nie powiązali wizyty Itachiego w Konoha z ich zniknięciem. - No tak, żadni świadkowie nie zostali... - Westchnął. - Niemniej, po co im ona? Takie chuchro, nie umie nic, co najwyżej przyszykuje kanapki na drogę... - Baaka. - mruknęła w odpowiedzi. - Oni każdą osobę ze swojej wioski chcą odzyskać, taka mentalność. Pozostałej trójki też szukają. - Pozostałej trójki? - powtórzył Hidan, unosząc się gwałtownie na łokciach i niechcący zrzucając dziewczynę. - Przecież Itachi mówił, że tylko ona jest żywa! - Tak? - Zdziwiła się, wstając z podłogi. - Widać pomylił się... Albo trupy wstały i sobie poszły na spacer, ja tam nie wiem... - No, mówię. Był taki klan, mieli całkiem nie najgorsze umiejętności. To był taki klan... wojowników-wybrańców. Każdy członek miał odpornośc na minimum jeden żywioł, musowo panował nad co najmniej trzema. Używali rzadkich, niespotykanych jutsu, z jakich nikt inny by nie był w stanie skorzystać, chociażby ze względu na brak odpowiednich narządów. - Uniósł dłonie, eksponując znajdujące się na nich usta. - Tacy trafiali się co jakiś czas. Nie mieli zbytnich talentów w, nazwijmy to, tradycyjnym sposobie walki, ale o, z czym sie urodzili, nie było od tego gorsze. Jedni mogli konstruować bomby, inni mogli się namagnesowywać... Niektórzy używali... tego, no... totemów. To coś jakby branie najważniejszej, dominującej cechy jakiegoś zwierzęcia i używanie tego. To właśnie masz ty, hm. - Wskazał palcem w stronę dziewczyny. - No, ale ogólnie... Byli niewygodni. Z jednej strony, mieli własny system wartości, z drugiej toczyli wiele wojen naraz. Nikt nie zrobił na nich zmasowanego ataku, tylko sobie powoli wymarli. O, i jeszcze mieli w zwyczaju nie mieszać swojej krwi z inną, żeby nie tracić sił w kolejnych pokoleniach. Niektórzy wiele lat temu od nich się odłączyli i zakładali własne klany, na przykład Douhito. Ale... Ginęli sobie, ginęli, bo nie wymarli ot, tak. - Pstryknął palcami. - Ci, którzy zostali na końcu, ale nie z tych jakby gałęzi, tylko ci główni, zaczęli być śledzeni. Wiele lat temu, tak z czterdzieści może nawet? Śledziło ich Akatsuki, wiesz, żeby w razie czego przejąć dziecko z krwią klanu i przekabacić na swoje. wiesz nie aktualny Lider założył Akatsuki*. No, ale jak mówiłem, śledzili każdego z tego klanu. I nic! Żadnych przypadkowych znajomości, żadnych nocnych przygód, nawet do burdelów nie chodzili! No i powymierali, ot, koniec bajeczki, uhm... - Westchnął. - Więc po co mi ta wiedza? - Zapytała. - No bo nikt nie przeżył, nikt z oryginalną krwią, a ci wyspecjalizowani - Ponownie zamachał dłońmi. - nikogo nie interesowali, zresztą tez powymierali. A tu proszę bardzo, książkowy przypadek dzieciaka, który ma zdolności, by korzystać z totemów! - Ja? - No przecież nie ja, ja wyglądam na swój wiek, a nie ustałem w rozwoju mając dziesięć czy ileś lat, hym. - Ale przecież nikt nie przeżył... - No nie przeżył... Twoja mamusia musiała spiknąć się z jednym z ostatnich na jakiejś misji, do tego tak, że szpiedzy tego nie wyczaili... Gratulacje, przed naszymi szpiegami trudno się schować, zwłaszcza jak mają ważną misję, hm... - Rozłożył się wygodnie i założył leniwie nogę na nogę, jednocześnie podpierając głowę lewą ręką. Na kilka sekund zapadła cisza. - I dlatego tu jestem? - Poniekąd, hm. Popatrzyła na niego uważnie. - To znaczy? - To znaczy, ze Itachi'emu się po prostu nudziło, albo był wnerwiony po zobaczeniu braciszka i pogadaniu sobie z Kakashim. A że pewnie skojarzył sobie twój wygląd, to cię wziął, bo się mogłaś przydać. Sachi wyszła z łazienki i zaczęła szybko się ubierać. Hidan wyszedł już dobre pół godziny temu, ale ona po każdej jego wizycie musiała sobie wszystko poukładać. Co jej niechcący wygadał? Z czym ona się zdradziła? Nie pokazała mu czymkolwiek, że może za jego plecami robi rzeczy, które mogłyby mu się nie podobać? Westchnęła. Mógłby czasem uprzedzić ją o swojej wizycie. Zapinała już ostatni guzik świeżej koszulki, kiedy do pomieszczenia wparował jej pracodawca. Idealne wyczucie czasu, jak zwykle. - Komatsu, szybko, masz gościa! Czeka przy wejściu. Kiedyś zastanawiało ją, czemu nie powie "kolejnego" czy "następnego". Po jakimś czasie domyśliła się, ze nie chce zdradzać przed gośćmi, że nie tylko oni ją odwiedzają. - Uhm. - Skinęła głową, przewracając oczami kiedy się odwrócił. Niektórzy z jej ekscentrycznych klientów lubili pokazywać się z nią w miejscach publicznych, przedstawiać ją przyjaciołom jako aktualną dziewczynę i wymieniać nudnawe ploteczki. Jakbym nie miała wystarczająco dużo innych zajęć. - Więc mam się szkolić... - powtórzyła smętnie Amiki. Zakłopotana nieświadomie zmierzwiła sobie włosy. - A nie ma obawy, że ucieknę? - Nie. - Zaśmiał się blondyn. - Codziennie pod wieczór będziesz się czuć bardzo źle, gorzej z godziny na godzinę... Dopóki nie dostaniesz tego, hm. - Zamachał zakorkowaną buteleczką zawierającą brunatną ciecz. - Słucham? - Patrzyła na niego oniemiała. - Będziesz musiała zażywać to co wieczór. Od tygodnia ci to podajemy, żebyś była na okrągło pod wpływem, uhm. - Co? Czemu? - Aby zminimalizować obawę, że uciekniesz, jak to raczyłaś ująć, hm. - Chcesz... chce pan... mi powiedzieć, że bez tego... - Wskazała buteleczkę. - ...nie będę w stanie normalnie funkcjonować? - Yarre, yarre, jak tobie trzeba wszystko dokładnie tłumaczyć... Tak. Oczywiście, jeszcze nie teraz... - Zamachał ręką. - Ale kiedy będziesz na tyle dobra, by nam nawiać i ukryć się przed nami przez, powiedzmy, dobę, będziesz tego pragnąć za wszelką cenę, hm. - To nie jest fair. - A kto mówił, że będzie, hm? *** * Tak, wiem, że w oryginale jest inaczej, ale to moje opowiadanie i będę sobie dowolnie zmieniać świat. x) No, w końcu się uporałam. Pisałam to przez kilka dni - a rzadko mi się zdarza tyle nad jedną pracą siedzieć - i nie jestem pewna, czy mi wyszło... Jest przydługawa, ale po tych wszystkich aluzjach "krótka, ale fajna" macie za swoje x]. "Let it Rock".



Amiki 12/12/2010 01:30:14 [Powrót] Komentuj










Spis
Amiki w Akatsuki
Więziona (19 marca)
Dlaczego? (20 marca)
Strach (21 marca)
Karzeł (22 marca)
Zastanów się... (23 marca)
Tak (24 marca)
Falstart (25 marca)
Wcale nie lepiej... (26 marca)
Wpis: 27 marca
Siedziba (27 marca)
Niemiłe spotkanie (28 marca)
Może nie aż tak do końca źle... (29 marca)
Wpis: 29 marca
Rutyna się rozpoczyna (30 marca)
Wpis: 30 marca
Rozmowa (5 kwietnia)
Baka yaro! (6 kwietnia)
Wpis: 6 kwietnia
Misja (7 kwietnia)
Misja (7 kwietnia) - II
Misja (7 kwietnia) - III
Wpis: 8 kwietnia
Misja (9 kwietnia)
Misja (9 kwietnia) - II
Misja (9 kwietnia) - III
Misja (9 kwietnia) - IV
Wpis: 9 kwietnia
Trening (11 kwietnia)
Wpis: 11 kwietnia
Trening (12 kwietnia)
Wpis: 30 kwietnia
Złośnica (1 maja)
Narkotyk (2-7 maja)
W koszmarze (13 maja)
Beznadzieja (20 maja)
Retrospekcja
Nowa twarz (31 maja)
One-shoty
Gniew
Kąpiel





Księga
Zobacz Wpisy
Dodaj Wpis

Wpisy: 0


Menu
Strona Główna

Dodaj do Ulubionych

Odwiedziło 7950 osób


O blogu
Zbiór pewnych opowiadań dziejących się w świecie znanym z "Naruto".


Ulubione