Hidan obejrzał się lekko na wlokącą się za nim Amiki. Jego spojrzenie zatrzymało się na moment na jej rękach założonych na pierś. Jakby było jej zimno. Wiedział, że jest to niemożliwe, bowiem temperatura była za wysoka. Jedyne nieprzyjemne uczucie, jakie mogło jej teraz towarzyszyć to kac moralny po zabiciu kobiety w ciąży. Przeniósł wzrok na jej puste oczy wpatrzone gdzieś w dal, rozszerzające się tylko nieznacznie kiedy z oddali odbiegało bardzo ciche echo wrzasku.
Zastanawiał się, czy Kakuzu tez je słyszy. Jeśli tak, ta mała ma przerąbane. Pożałuje popełnienia grzechu, nie dopuszczenia się absolutnej rzezi.
W sumie, sam się wiedział, skąd czerpał pewność, że w tamtej chatce właśnie spala się żywcem kilka osób. Ostatecznie mogła ich zabić, a krzyki dobiegać mogły z jakiegoś innego miejsca znajdującego się za nimi.
Niemniej, jej oczy mówiły prawdę. Pokazały mu, że śmiertelnie się bała, kiedy Kakuzu podpalał dom. Pokazują teraz, jak bardzo cierpi i żałuje, że nie zabiła tych dzieci.
W sumie, pomyślał przenosząc wzrok na plecy Kakuzu idącego stałym tempem na przedzie, była ich rówieśniczką. Pewnie miała duży problem z zadaniem bólu drugiej osobie, stawiając siebie na jej miejscu.
Prychnął.
Głupie sentymenty.
W końcu całe życie musimy robić coś wbrew swojej woli. Bachory muszą słuchać się rodziców, podwładni zwierzchników...
A ona musi się przyzwyczaić, że teraz musi wykonywać polecenia Lidera i wszystkich członków "Brzasku". Inaczej będzie przynosić -wbrew pozorom- jeszcze więcej cierpienia zarówno sobie jak i ludziom, którzy pożyją chwilę dłużej, by żałować każdego ułamka sekundy nadprogramowego żywota.
Amiki potknęła się, kiedy dobiegł ją kolejny wrzask. Miała ochotę rzucić się na ziemię i skulić, zasłonić uszy... Nie słyszeć ich.
Szarowłosy prychnął po raz kolejny. Mała zamiast iść po prostej zaczęła lekko zbaczać z prostej ścieżki i omal nie wpakowała się na drzewo. Omal - bo złapał ją za ramię i siłą skierował na dobrą drogę.
Zdziwiła go nieco jej reakcja. Zamiast całkiem posłusznie dać sobą pokierować bądź wyrwać się i sama skręcić, zamarła na moment i popatrzyła na niego przerażona, po czym posłusznie wyszła na dróżkę, jednak trzymała się jak najdalej od niego.
Bała się go? Z jakiego powodu? Przecież nic jej do cholery nie zrobił!
Zaklął pod nosem i poprawił płaszcz zsuwający mu się z ramienia.
Dzisiaj jego kolej zdać raport Zetsu.
Kiedy tylko zielonowłosy wychylił się z drzewa, szarowłosy zatrzymał się.
- Ooej, Kakuzu! Tylko żeby Ci nie zwiała! - Zawołał tonem, jakim zazwyczaj zwracał się do swojego towarzysza i odwrócił się Zetsu.
- Tylko szybko. - Mruknął. - My musimy iść piechotą.
- To się pospieszcie. - Odburknął zielonowłosy. Hidanowi niezbyt chciało się sprawdzać, która połówka mu odpowiada.
- Cel zabity. - Powiedział tylko, krzywiąc się w myślach.
- Nie mów mi rzeczy oczywistych. Gdyby małej się to nie udało, wy byście dokończyli pracę. Kto go zabił?
- Mała. - Przewrócił oczami.
- Czy wykonała cały rozkaz?
Hidan zawahał się.
- Jeśli o to Ci chodzi, cała rodzina jest martwa. - Mruknął.
- Żyli, kiedy odchodziliście. - Zauważył Zetsu.
W sumie, z jakiej racji miał kryć tę małą?
- Ta... Nie wykonała rozkazu, baaka... Kakuzu ich zabił.