- Wstawaj, baka! - Usłyszała Amiki w ciemnościach, jednocześnie czując bolesne uderzenie w policzek. - Ile można spać, do jasnej cholery?! Drgnęła. Zaczęła powoli unosić ciężkie powieki i, niczym przez gęstą mgłę, dostrzegła Hidana. - H-hai? - Mruknęła niewyraźnie, czując, że język odmawia jej bezwzględnego posłuszeństwa. - Ile masz jeszcze zamiar spać?! Ruszaj się! - Warknął poirytowany Hidan, podnosząc się z ziemi. Dziewczyna powoli usiadła i lekko rozejrzała się. Leżała na jakiejś gałęzi w środku lasu. - G-dzie jesteśmy, Hidan-san? - Zapytała ostrożnie, nie chcąc go zdenerwować. - W lesie, BAAKAA! - Wrzasnął. -To zauważyłam... - Burknęła niezbyt grzecznie, na szczęście dość cicho,by nie dosłyszał jej białowłosy. - Kiedy dotrzemy do celu? - Jesteśmy niedaleko wioski. - Westchnął, otrzepując kolana. Dostrzegła, że jego płaszcz był w wieku miejscach podziurawiony i cały pokrwawiony. - Coś się panu stało? - Zapytała z udanym przestrachem. Ach, jakże by chciała, żeby odpowiedział twierdząco! -Nie. - Mruknął z uśmiechem. - Mi się nie da nic zrobić. W tej przechwałce było zbyt wiele pewności siebie, aby uznać jego słowa za bzdurę. Amiki powstrzymała chęć ukrycia twarzy w dłoniach. - Co mam robić? - Zapytała półgłosem, patrząc się tępo w ziemię. -Na razie nic. - Stwierdził pogodnie Hidan. - Czekam na powrót Kakuzu.Ty mogłabyś się nieco przygotować do walki, bo raczej nie zabiłaś zbyt wielu wrogów. Wrogów! Ach, gdyby wiedział, kto w tamtej bitwie był jej wrogiem... Z pewnością nie członkowie ANBU. Woląc się nie odzywać, sięgnęła do kabury. Zostały jej dwa shuriken i jeden kunai. Westchnęła ciężko, wstając z pnia. Zaczęła ostrożnie rozglądać się po okolicy, szukając broni. Fragment lasu, w którym się znajdowali przypominał pole bitwy. - Gdzie młoda? - Hidan podniósł wzrok na Kakuzu, słysząc głos swego towarzysza. - Marudzi gdzieś po lesie... - Ziewnął, wstając i przeciągając się. - Musimy się pośpieszyć. - Burknął Kakuzu. - Yarre, yarre... - Westchnął białowłosy, po czym nabrał głęboko powietrza. - AMIKII! - Ryknął. Nieopodal gwałtownie wzbiło się w powietrze stado ptaków. - Kretynie, nie zdradzaj naszej pozycji. Mogą mieć więcej wojowników. - Stwierdził spokojnie towarzysz Hidana. - Nie jestem kretynem! Nie nazywaj mnie tak! - Wrzasnął masochista w porozrywanym ubraniu, dodając po chwili: - Powinna tu za chwilę być, no nie? Chyba nie spieprzyła na serio? Chwilę wcześniej Amiki, chociaż zajmowała się głównie zbieraniem broni, obmyślała plan. Hidan jest zbyt durny, by jej pilnować. Pewny siebie, uznaje, że będzie się bała uciec. Chyba naprawdę ma mnie za kretynkę, stwierdziła w myślach. Jeszcze tego pożałuje. Przeliczyła broń. Dwanaście kunai i koło trzydziestu shuriken. Nieźle, jak na kilka minut pracy. Rozejrzała się uważnie wokół. Hidana i tego drugiego nie widać. Może o niej zapo... - AMIKII! - Usłyszała głos, który mógł należeć tylko do tego jasnowłosego kretyna. W nagłym napadzie złości, cisnęła jednym z shuriken w koronę najbliższego drzewa. Natychmiast uniosło się z niego w powietrze kilka kruków. - Cholera! - Syknęła pod nosem, przywierając plecami do najbliższego drzewa. Zorientowali się, że to ona? Zaczęła nasłuchiwać. - Czemu jej nie pilnowałeś, kretynie?! Musimy ją znaleźć! - Hidan naprawdę niewiele razy widział wkurzonego Kakuzu, ale nie miał teraz czasu na cieszenie się jednym z nielicznych spektakli. - Baka... Już idę... - Mruknął zmarnowany i chwycił kosę w dłoń. - Ja biorę północny zachód, ty przeszukaj południowy wschód. - Mruknął Kakuzu, nagłym skokiem znikając w koronie pobliskiego drzewa. - Ta jest... - Westchnął Hidan, ruszając w drugą stronę. Dziewczyna, nie słysząc żadnego niebezpiecznego odgłosu, odsunęła się od drzewa. To gdzie była ta wioska? Chyba gdzieś na wschód od niej... Po kilkusekundowym zastanowieniu doszła do wniosku, że to dla niej jedyna droga ucieczki. Kiepsko radziła sobie ze zdobywaniem jedzenia w lesie, a w nocy przecież nie będzie mogła rozpalić ogniska. - Kuso. - Mruknęła do siebie, ruszając w stonę - jak się jej zdawało - wioski. - Jak ja do cholery jasnej mam szukać tej skończonej kretynki? - Marudził pod nosem Hidan, oglądając pole bitwy. Ziemia wokół była udeptana i zroszona krwią. Gdzieniegdzie zalegały trupy bądź części ciał. Tu mocno wbity kunai, w tamtym drzewie kilka otworów po wyjętej z trudem broni... Na twarzy białowłosego pojawił się cień zrozumienia. Mała poszła zbierać broń, tak? Musiała przecież iść w określonym kierunku, nie mogła też zatrzeć za sobą śladów... Baka. Niemal niedosłyszalnie ruszył śladami dziewczyny wgłąb lasu. - Tak! - Poruszyła bezgłośnie ustami Amiki, kiedy dojrzała kilka dymków, które mogły pochodzić jedynie z kominów. Przyśpieszyła tempo i po paru chwilach znalazła się pod bramą wioski. Ukryła w kaburze trzymany dotychczas w dłoni kunai i minęła strażników, witając się z nimi grzecznie. Natychmiast czmychnęła w jakiś zaułek i zajrzała do swojej kabury. Jak dobrze, że nigdy nie opróżniam tej kieszonki, pomyślała, wyjmując zza tylnej ścianki pojemniczka pieniądze. Kilkaset jenów, prawie tysiąc. Nie jest tak źle. Starczy na jakieś tanie ubranie i coś do jedzenia, stwierdziła podliczywszy niewielką sumę. Schowała pieniądze do kieszeni i ruszyła na podbój sklepów. - Niech to! - Syknął Hidan, docierając do bram wioski. Mała cholera naprawdę spieprzyła. I to do wioski! Obrócił się na pięcie. Stąd nie zwieje, a on szybciej ją znajdzie razem z Kakuzu. - Pięćset jenów. Żyć, nie umierać. - Mruknęła pod nosem Amiki, niosąc w torbie kilka sztuk ubrań, kilka bandaży i jakieś treściwe jedzenie. Rozejrzała się wokół i skierowała swoje kroki do publicznej łazienki dla kobiet. Kiedy przekroczyła próg i rzuciła dziesięć jenów na talerz z opłatami, weszła do najbliższej kabiny. Tam zrzuciła z siebie brune, zakrwawione ubranie i zaczęła opatrywać nieliczne ranki. Nie pamiętała histori powstania większej ich części, na dodatek niektóre były całkiem czyste, jakby jej skóra była nacinana celowo, kiedy leżała nieprzytomna. Nie miała jednak czasu się nad tym zastanawiać, musiała się spieszyć. Narzuciła na siebie luźne ubrania, ukrywając pod spodem broń. W kieszeniach znalazło się miejsce na jedzenie. Wyszła z łazienki wprost na ulicę. W ogóle, gdzie ja jestem? Rozejrzała się wokół, szukając śladów syboli wioski. Minęła ją grupka ninja. Wszycy mieli opaski Taki-gakure. Świetnie, stwierdziła. Taki kawał od domu. Ciekawe, czy mogę się jakoś zabrać do Konoha-gakure. Stała tak bezradnie, kiedy nagle poczuła, jak jakieś wielkie łapska łapią ją za ramiona. *** Przepraszam za długą przerwę. Jakoś nie miałam czasu pisać, a jak się już za to zabierałam, zawsze coś mi przeszkadzało. A to net, a to pies, a to coś tam. Ale wracam do pisania i przepraszam za przerwę T.T. Sakura vs. Sasori - "Cocaine".